http://www.leszczyny.ecom.net.pl/

Leszczyny

Autor strony: Jerzy Snopek

Gmina Górno, powiat kielecki. Zespół kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Jacka. Kościół to obiekt murowany z 1600 roku. „Droga piaszczysta doprowadza nas przed sam kościół w Leszczynach. Lud opowiada, że św. Jacek, w podróży swojej do Krakowa, w tym miejscu miał nocować, w którym wznosi się obecnie świątynia jego czci poświecona" – napisał Rawita Witanowski o Leszczynach, wsi położonej na wschód od Kielc, oddalonej od centrum miasta zaledwie o 10 kilometrów – dziś nie piaszczystą, ale asfaltową szosą. Budowę kościoła rozpoczął w roku 1600 ks. Andrzej Zagórny, kielecki proboszcz, a kończył w roku 1616 biskup krakowski, Marcin Szyszkowski. Konsekracji dokonał w dniu 20 października 1628. Tomasz Oborski, biskup laodycejski, sufragan krakowski. Z woli biskupa Szyszkowskiego rocznica konsekracji miała być obchodzona w pierwszą niedzielę po rocznicy Wiktorii Chocimskiej z 1621 roku (Memoria consecrationis eius agitus Dominica prima post de gratiarum actionis pro victoria de Thurcis AD 1621 reportata – zapisano na marmurowej tablicy obok prezbiterium). Potrzeba specjalnego uhonorowania zwycięstwa pod Chocimiem nie była sprawą wyłącznie polską. W roku 1623 Stolica Apostolska postanowiła, że cały świat chrześcijański winien świętować dzień 10 października, zaś papież Grzegorz XV ogłosił aż dwie bulle odnoszące się do tej bitwy. W jednej napisano, że „...nie były Włochy bezpieczne, dopóki miecz polski nie zrobił sprawiedliwości z Pohańcem...”. Druga bulla ustanawiała specjalne litanie i procesje dla uczczenia tego zwycięstwa. I takie są związki małych, podkieleckich Leszczyn z Chocimiem i Watykanem - włączono je w nurt ogólnoeuropejskich wydarzeń politycznych. Interesujące jest, jak owe informacje z umieszczonej w kościele tablicy przetworzone zostały przez miejscową ludność. Ponieważ wiedza ówczesnych, lesz-czyńskich włościan z takich dziedzin jak geografia czy historia, należała do wielce skromnych, to „lud okoliczny, spotykając na wydmach piaszczystych szczątki ludzkie, sądził w prostocie ducha, iż to właśnie pole było owym pobojowiskiem, stąd i nazwał to miejsce ” – zanotował Rawita. Leszczyński kościół spłonął częściowo w wieku XIX. Rawita pisze, że pożar miał miejsce w połowie XIX stulecia. Innego zdania są autorzy „Katalogu zabytków”, datując pożar na rok 1897. Po pożarze kościół odbudowano, „przy okazji” dość mocno przekształcając. Zatarciu uległa jego pierwotna, późnorenesansowa architektura. Pojawiły się elementy neogotyckie, szczególnie widoczne na dobudowanej w końcu XIX stulecia od zachodu nieproporcjonalnie wysokiej wieży. Trudno jest jednak bez szczegółowych kwerend archiwalnych zorientować się co do chronologii odbudowy i przebudowy kościoła. Przykładowo: Rawita napisał, że po restauracji z roku 1897, dokonanej z funduszy parafian konsekracji dopełnił biskup Kuliński w dniu 11 września 1898 a dalej w jego tekście czytamy: „W ostatnich czasach, gdy burza zawaliła część wieży frontowej, ma być ona odbudowaną kosztem włościan – przy czym postanowiono ją podnieść znacznie wyżej, co ze względów estetycznych uważać można za zupełnie zbyteczne". A więc chyba nadbudowano ją później, po roku 1898! Leszczyński kościół jest orientowany. Wymurowany jest z kamienia i otynkowany. Pierwotnie podobno był on jednonawowy, ale obecnie korpus ma trzy przykryte sklepieniami nawy. Od wschodu do korpusu dostawione jest prostokątne prezbiterium, a przy nim zakrystia. Od zachodu świątynię zamyka wieża – dominująca w krajobrazie i wywołująca najwięcej kontrowersji.

Więcej informacji na www.snopek.ecom.net.pl

 

LEGENDY O LESZCZYNACH

O ŹMIJACH W LESCYNACH

 

Powiadali z dowiem downa ludzie, ze jak Świeto Rodzina uciekała z Egiptu przed łokrutnym, a głupim królem Herodem (co zabić Jezuska chcioł), to śli przez nase Góry Świetokrzyskie dlo swojego beśpieczeństwa. Ano ido, ido, juz się zmordowali. Tak dośli do Beckowa na Borki, a tam beły strasne piochy i wydmy pioscyste nieprzebyte, to ciezko beło iść. Nogle od Łysicy zerwały się strasne łyskawice i grzmoty, i nawałnice, bo wszystkie moce piekielne zebrały sie, zeby zniscyć Pana Jezuska za młodu. Świety Józef z trwogo poglodoł na corne niebo. Matka Bosko bezradnie tuleła Dziecine, a Pon Jezus cicho sobie społ. Nadeśli do gaiku osicowego i chcieli się tam schronić, ale osicyna roztrzepotała sie drobnemi listeckami i prosi słabym głosikiem: „Idźta stod, jo zem bardzo bojaźliwo, cało dygoce i mogłabym wos zdradzić”. No to pośli dali, a huragany i pierony tuz tuz za niemi. Nieopodal napotkali duzo gesto rozrośnietych lescyn, a troche dali pore chałupek. Do tych chałupek beło troche za daleko, to schowali się w lescynowych gestwinach. A lescyna otuleła ich zycliwie, a z gestych gałozek uwieła im dasek bezpiecny od descu i wiatru, a cichym septaniem – śpiewem rozwioła trwoge. Moce piekielne pogubieły się na umyśle i pognały het, na niemiecko kraine.

Jak się już wszytko uciseło i Świeto Rodzina układała się do spanio, to od łok nad Lubrzanko zaceny podchodzić źmije. Groźne beły i mściwe: długie na dziesińć łokci i miały nogi. Podchodzieły, zeby swojim jadem zabić. Matka Bosko sie wystraseła i przykreła swoim ciałem Jezuska, co patrzoł na nio bystremi ocetami, ino cudu ni móg zrobić, bo jesce jego pora nie nadesła. Świety Józef chcioł źmije odegnać i sukoł jakiego kaminia, ale w piochu nie znaloz, to ułomoł kawołek loski i z ogniem w ocach ruseł som jeden na te chmare źmij. Źmije tak się wystraseły, ze uciekły het, za rzeke Lubrzanke. Uciekały tak predko, ze pogubieły nogi. Teroz w miejscu owego zdarzenio jest ładno wieś i nazywo sie Lescyny.

Łod tych pór we wsi Lescyny nikto nigdy nie widzioł zodny źmiji, a „laskowe krzoki” so pod ochrono i nigdy w nie zoden pieron nie strzeli, a Świeto Rodzina bezpiecnie dotarła do Egiptu.

Na tym łopowieść się nie kuńcy, bo źmije w jedno noc w roku, na Matke Bosko Zielno, podchodzo pod kościół w Lescynach i tam cekajo, ze moze ksiodz łogłosi im amnestie, to wtedy nogi im łodrosno. Ale nie docekajo sie nigdy.

Na styku przysiółka Bęczków – Koszary i Bęczków – Borki za mojej pamięci leżały cztery duże i płaskie kamienie. Na tych kamieniach odciśnięte były kształty: stopy kobiece i stópki dzieciątka, po dwa odciski na każdym kamieniu zabarwione na bordowo. Ludzie mówili, że są to ślady stóp Maryi i Pana Jezusa, jak tędy uciekali do Egiptu. Święty Józef szedł w butach i nie zostawił śladów.

RZEKA LUBRZANKA

Wszyscy ludzie wiedzo, że góro domowo Stefana Żeromskiego jest Radostowa. Kto tamte strony odwiedzoł bedzie, niech zerknie w wody Lubrzanki, rzeki, co przepływo obok. Tam zobocy ta jakby zapłakanych łocu dwoje i usłysy septano przez fale historie prowdziwo.

Dawno, dawno temu, kto wi... tysioc lot, a może wiecy, na garbaty górze w leśny głusy ukryty stoł dostatni dwór z kaminia murowany. Rycerza moznego własność. Rycerz ten zwoł sie Radost, a ze beł synem jedynym u swoich rodziców, góre garbato od jego imienio Radostowo nazwano i tak do dzisioj jo zwo.

Radost lata młode spedzoł na wojackach, gdzieś w dalekich krajach.

A gdy wrocoł zwyciesko na swym kuniu bułanym, kłaniały mu się góry i lasy mu śpiewały. Radowoł się tyz Radost swoim stronom rodzinnym i nad rzeko przedziwno dawoł spocoć kuniowi. Rzeka toceła wody wartkie i pieniste, śpiewem i septem drobniutki fali, w nieznane... w nieznane... Nad cornym brzegiem rzeki, na polnym kaminiu siadywała dzieuska przecudny urody. Tu spotkoł ci jo Radost, serce mu zadrzało, zsiod z kunia i spytoł sie: Cyjaś ty dziewcyno? Nicyja, rzekła śmiało, a łocy zwrócieła w strone rzeki przedziwny, co fale toceła. Imie moje Lubrzanka, a domem mi te góry i te lasy, i to niebo nad niemi rozpiete. Na kuniu na bułanym zbrojny rycerz Radost do domu swego wraco już nie som ino z panno. I beła zono jego ino rocek niecały, bo oto swo druzyne zwołuje Bolko Śmiały i wyrusajo wierni w łobce kraje nieznane, na los niepewny i na wiecno tułacke. Na swym kuniu bułanym Radost z niemi pospiesoł, a mgła go łotuleła i juz wiecy nie wrócieł.

Mijały dni i lata bez wieści, bez nadziei... Lubrzanka nad wodo na polnym kaminiu codziennie siedziała i uglodała, i nadsłuchiwała. A łzy, co gesto do wody wpodały, drobno fala zabierała i niesła w nieznane... I niesła w nieznane... Tak rzeke te przedziwno Lubrzanko nazwano, a i dlotego tys, ze pewnego ranka siedzoco na kaminiu znikneła Lubrzanka. Cy jo mgła pochłoneła? Kto to wie...? Kto wie...? Cy ta rzeka przedziwno uniosła jo w nieznane...?

Mijajo lata... wieki... kamiń na brzegu zostoł. Dołem płynie Lubrzanka, nad nio Góra Radosta. Zatrzesły się góry, pagóry i dwór murowany w kaminie sie rozsypoł, i siwy mech je porasto. Kamiń na brzegu zostoł, dołem płynie Lubrzanka, nad nio Góra Radosta.

ANNA KOWALSKA – „Sowierzioł świętokrzyski – dawca kolorowych mgnień – i inne godki”

Proboszcz:

  • ks. Ryszard Zaborek, KHK, wyśw. 1975, mian. 2007

Księża oraz wikariusze:

  • ks. Tomasz Kubicki
  • ks. Waldemar Świątek
  • ks. rezydent Tadeusz Wojtasiński, KHK, wyśw. 1957, mian. 2006

Obecne msze święte:

  • niedziela 7.00
  • niedziela 9.00
  • niedziela 10.30 Msza dla dzieci
  • niedziela 12.00
  • niedziela 16.00